Gdy przejeżdżamy przez Unisław Śląski, drogą na Mieroszów, po lewej stronie wznosi się niepozorny masyw górski czyli Stożek Wielki. Jego wysokość bezwzględna nie należy do imponujących, lecz różnica wysokości około 300 metrów czyli sama trudność wejścia po stromym stoku jest wielka. W mocno uszczuplonym gronie (choroby jesienne), w dzień poprzedzający nasze państwowe Święto Niepodległości, wykorzystując fakt dnia wolnego od nauki i stosunkowo dobre warunki pogodowe, postanowiliśmy zmierzyć się z najtrudniejszym fizycznie wyzwaniem.

Bardzo szybko dotarliśmy do podstawy góry w Unisławiu, komunikacja nam dopisała i po sforsowaniu Ścinawki rozpoczęliśmy podejście. Początkowo po mokrej łące-pastwisku, potem weszliśmy w las, by ścieżkami wydeptanymi przez zwierzęta mozolnie pokonywać metry dzielące nas od szczytu. Droga była wyjątkowo stroma, spod nóg osuwały się kawałki skał, duża ilość liści i mokre podłoże, często na trasie zwalone drzewa, gdzie nie gdzie naga, pokryta mchem skała. Podejście zajęło nam około godziny, mocno zgrzani i spoceni weszliśmy na szczyt i odpoczywaliśmy na punkcie widokowym, z którego widać było jedynie najbliższe, ogołocone z liści drzewa. Silny wiatr nawiewał do środka budowli mokre powietrze, gdyż szczyt góry i nas też, oblepiała chmura, która przesłaniała widok na okoliczne góry.

 

Nasz odpoczynek został połączony z piknikiem. Każdy z nas nie mówiąc nikomu co, na własnych plecach wniósł na górę konkretne jedzonko. Na plastikowych miseczkach zjedliśmy: naleśniki w różnych smakach, roladki, sałatkę kalafiorowo-jajeczną, wykwintne śledziki i smaczny chlebek. Po uzupełnieniu kalorii, z powodu narastającego zimna, szybkim marszem ruszyliśmy  w drogę powrotną. Kierując się wskazaniami kompasu, po godzinie wyszliśmy na drogę w Kowalowej skąd wróciliśmy do Unisławia na przystanek. Czekając na busa, mogliśmy podziwiać Stożek w całej okazałości, bo właśnie wiatr całkowicie rozpędził chmury zasłaniające widoki… Dlaczego tak późno?